Przejdź do treści

Granice

Jakim językiem mówić o swoich granicach?

Konkretnym. Mniej energii prośby, więcej uprzejmego polecenia (nie przeginając oczywiście w stronę agresji). Czy byłby pan tak miły… i nie stał na mojej nodze. Albo: czy zechciałaby pani… nie komentować moich wyborów. Obawiam się, że tego rodzaju zaklęcia mogą nie działać. Bo nie ma w nich mocy. Komunikowanie swoich granic to jest przekaz (czytaj: energia) osadzenia w sobie. Pewności, że mogę mieć moje granice tam gdzie czuję, że powinny być, i mogę powiedzieć o nich innym. Pewności, że oczekiwanie poszanowania moich granic jest naturalną rzeczą, a nie fanaberią.

Poza tym do ludzi dobrze jest mówić językiem, który rozumieją, jeżeli chcemy osiągnąć efekt. Nie każdy zareaguje na grzeczną prośbę, niektórzy muszą usłyszeć stanowcze polecenie. Dlaczego tak jest, to już inny temat. W każdym razie inaczej mówi się na budowie, a inaczej w klubie melomana.

Jest też takie krótkie słowo na trzy litery, którego boimy się używać – „nie”. Przypomniał mi się dialog sprzed lat: Znasz słowo „nie”? Znam. A używasz go? ….cisza. Dzisiaj myślę, że nie ma nic złego w spokojnym szczerym powiedzeniu „nie”, jeżeli nie czuję się z czymś dobrze lub nie gra to z moimi wartościami. To nie jest łatwe odmawiać, ale to jest czasami zdrowe.

Monika Zgud Sztuki Holystyczne 💚

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.